Zbawić? Od czego?

     Każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony – tymi słowami kończy się czytany dziś fragment listu Apostoła Pawła. Co znaczy „wezwać imienia Pana”? I co znaczy, że ktoś „będzie zbawiony”? Zacznijmy od tego drugiego pytania, trudniejszego. Zbawić, wybawić, wyzwolić, uwolnić – od czego, od kogo?

Odpowiedź idącą najdalej odnajduję w czytanej dziś ewangelii o kuszeniu Jezusa. „Zbawić” to uwolnić człowieka od przemożnego wpływu szatana. A nie jest to postać z bajek. I nie jest to jakiś diabełek, którego można powiesić na sznureczku, żeby dyndał jako ozdoba. Owszem, szatan chciałby uchodzić za taką nieszkodliwą maskotkę. Jest jednak inaczej. To inteligentna, zła i potężna istota. A jest ich wielu- „legion”, czytamy winnym miejscu ewangelii. Szatan ośmielił się stanąć wobec Jezusa. Pewnie nie do końca wiedział, kim jest ten niezwykły człowiek. Kuszenie miało więc być sprawdzianem. Trzeba pamiętać, że literacka opowieść o kuszeniu Jezusa nie jest reportażem, a ukazaniem odwiecznych pragnień natury człowieka: potrzeb ciała, czyli głodu, pragnień oczu, czyli potrzeby posiadania, a wreszcie życiowych ambicji, czyli honoru. Każdy z nas żywi te trojakie potrzeby i pragnienia, które łatwo stają się pokusą. Nieraz tak dojmującą i natrętną, że gotowiśmy wszystko zrobić, żeby je zaspokoić. Inne wartości stają się wtedy nieważne, nawet granica pomiędzy dobrem i złem przestaje nas obchodzić. Dlatego każde świństwo i podłość, każdy grzech i zbrodnia mogą stać się w oczach człowieka ogarniętego pokusą stosownym narzędziem zaspokojenia pragnień. Wybawić nas od wpływu szatana – czy zbawić nas od nas samych? Jednego od drugiego oddzielić nie sposób.

      Każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Czyżby droga do uwolnienia od zła drzemiącego w nas samych i od wpływu szatana była tak prosta i łatwa.

Paraliżująca siła pokusy

Gdyby była łatwa i prosta, zło nie zataczałoby tak szerokich kręgów w świecie i nie zapuszczałoby tak głęboko korzeni w naszym życiu. Każdy z nas wie, jak paraliżująco może działać na człowieka siła pokus, które wyrastają z przeróżnych potrzeb czy marzeń człowieka. Niektóre są rzeczywiste, niektóre – jak choćby potrzeba jedzenia i picia – konieczne, by móc nie tylko przetrwać, ale żyć i rozwijać się na miarę oczekiwań własnych i społeczeństwa. Są, niestety, także potrzeby nierzeczywiste, urojone. Jeśli w ich realizacji nie posługujemy się złem, nie krzywdzimy innych- pół biedy. Ale najczęściej krzywdzimy. Czy nie tak jest, gdy ktoś wszystkie oszczędności wkłada w zakupna przykład drogiego samochodu, albo czegoś innego kosztownego, a brakuje na wyposażenie dziecka do szkoły czy na pomoc dla rodziców emerytów?

   Wiemy, jak paraliżującą i odbierającą pokusą jest pokusa miłości – tej miłości, która choć jest z Boga, ale łatwo zamienia się w miłość egoistyczną i cielesną. Stąd już tylko krok albo do wykorzystywania drugiego człowiek, albo do rozbicia rodziny.  Miłość zamieniła się w prymitywne pożądanie i przestała być miłością.

     Wiemy, jak potrafi człowieka zniszczyć pragnienie władzy. Czasem jest chęć rozstawiania po kątach swoich najbliższych. Czasem dążenie do znaczenia w polityce – na różnych jej szczeblach. Władza powinna być służbą, a stając się despotyzmem, prowadzi zwykle do większego zła, nawet zbrodni.

   Wystarczy tych ilustracji. Dobrze wiemy, jak trudno wyzwolić siebie samego od różnych pokus. Odczuwamy tez na własnej skórze skutki zła powodowanego przez innych ludzi, którzy pokusom ulegli i ulegają. Czy możemy się od tego uwolnić? Czy możemy być zbawieni? Pytamy tak, patrząc na scenę kuszenia Jezusa – sami wciąż pokusom poddani.

Moc wyznania wiary

Nie odpowiedziałem jeszcze na drugie pytanie postawione na początku: co znaczy ”wezwać imienia Pana”? Znowu oddaje głos Apostołowi: Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił  z martwych- osiągniesz zbawienie- pisze Paweł. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami do – do zbawienia. A to znaczy, że nie wystarczy zawołać” O Jezu” Sami wiemy w jakich sytuacjach to zawołanie pada w naszym codziennym życiu… Zatem powiedzieć to nie znaczy wezwać, a wezwać- to jeszcze niekoniecznie wyznać wiarę.

    Zewnętrzne wyznanie może być puste, bez pokrycia w ludzkim wnętrzu. Bywa jednak odwrotnie: nieraz słyszymy deklarację: „ Jestem wierzący, ale niepraktykujący”, co ma chyba znaczyć, że mówiący deklaruje wiarę w sercu, ale nie ma zamiaru okazywać jej na zewnątrz. Pewnie jest taj , jak mówi. Ale jak się o tym przekonać? Przecież nie można zobaczyć samej wiary, tylko rodzące się z niej czyny.

      Jeśli wiara ma być siłą ku dobremu, jeśli ma pomóc przezwyciężyć zło drzemiące w nas i uderzające w nas z zewnątrz, musi to być wiara głęboko zapisana w sercu i równocześnie zdecydowanie wyrażająca się na zewnątrz – w posłuszeństwie przykazaniom, w przyjmowaniu sakramentów, w modlitwie i w innych praktykach pobożnych, we wspólnocie z innymi wierzącymi. Czas  wielkiego postu jest właśnie takim wspólnym przezywaniem, wyznawanie i umacnianiem wiary. Dlatego może stać się dla każdego i każdej z nas czasem zwycięstwa nad pokusą i nad szatanem, i nad samym sobą. Kościół wzywa wszystkich chrześcijan do gorliwego włączenia się w wielkopostną modlitwę, pokutę, umartwienie, pomoc  bliźniemu. Łatwiej będzie odsunąć kuszące nas zło.

Ta strona używa plików cookies w celu poprawnego działania. Jeśli nie wyrażasz zgody na ich używanie, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.